Podziemna Trasa Turystyczna: „Rzeszowskie Piwnice” - relacja
Środek lata, a tu ciągle deszcz. Trafiliśmy na chwilę do Rzeszowa, gdzie szybko podjęliśmy decyzję o zwiedzaniu świeżej trasy podziemnej. Rynek miasta, lekkie problemy z zaparkowaniem auta (w rzeszowskim centrum, jak się nie wie gdzie, nie ma miejsca na rower, a co powiedzieć o aucie) i po kilkunastu minutach mogliśmy już udać się na wycieczkę.
Rynek, nowe schodki w dół, oszklone drzwi z ogromnym napisem Podziemna Trasa Turystyczna: „Rzeszowskie Piwnice” – całkiem elegancko i zachęcająco to wyglądało. Wejścia już na trasę odbywają się w grupach, z przewodnikiem o pełnych godzinach. Na szczęście nie musieliśmy zbyt długo czekać, bo okazało się, że jakaś grupa kolonijna nie przyjedzie, więc my mogliśmy wejść wcześniej, niż było w planie. Dla tych, którzy muszą dłużej czekać otwarta jest bardzo przytulna kawiarnia, gdzie pachniało kawą z ekspresu, a w tle słychać było przyjemną muzykę.
Nasza przewodniczka rozpoczęła oprowadzanie od ogromnego zdjęcia wiszącego nad naszymi głowami. Opowiadała jak wyglądało życie w Rzeszowie, co działo się na rynku miasta oraz które kamienice stoją do dnia dzisiejszego. Ze względu na swoje położenie Rzeszów był bardzo dobrym punktem handlowym, dlatego miał prawa handlu i składu. Kupcy nie mieli już miejsca do budowania kolejnych magazynów wokół rynku, dlatego w okresie XIV-XVIII w. zaczęto drążyć ogromne piwnice i tunele w lessach, na których znajdowało się miasto. Obecnie trasa ta jest jedynym w Polsce trzykondygnacyjnym połączeniem piwnic i korytarzy, gdzie każdego dnia zwiedzający może próbować odkryć legendy rzeszowskiego Rynku.
Udostępnione podziemia, to jedynie to, co pozostało w dobrej kondycji mimo wielu lat niszczenia i nieprawidłowego konserwowania (zalewania betonem). Pod płytą Rynku, na głębokości od pół do 10 metrów, znajduje się 369 - metrowa trasa podziemna, która obejmuje swoją powierzchnią 15 korytarzy (szyj) i 25 piwnic (gbur). Najwyższe piętro wykorzystywane było na tzw. sklepy ziemne, do których można było zejść bezpośrednio z ulicy. Poniższe funkcjonowały jako magazyny, do których wejść można było praktycznie z każdej kamiennicy. Jednakże piwnice nie pełniły jedynie funkcji magazynowej. Dawały w czasach najazdów tatarskich schronienie okolicznym mieszkańcom. W labiryncie jest loch tatarski – 70 – centymetrowej szerokości korytarz, w którym Tatarzy nie mieli za bardzo pola manewru bronią, a wychodząc ginęli z rąk mieszkańców.
W niewielkim pomieszczeniu można dostrzec coś jeszcze interesującego – najstarszą część miasta. Zachowała się część najprawdopodobniej kaplicy lub kościoła z XVw. Świadczyć o tym mogą ośli grzbiet, czyli łuk w kamiennych gotyckich odrzwiach czy też ułożone na posadzce gotyckie cegły, tzw. palcówki.
Przemieszczając się dalej, po korytarzach podziemi poznawaliśmy kolejne ich tajemnice i ciekawostki. Jedną z nich była historia pewnego człowieka, który siedział na ławce nad piwnicami i czytał poranną gazetę. W pewnym momencie zniknął. Okazało się, że spadł jakieś dwa poziomy w dół, na szczęście nic mu się nie stało, natomiast fragment ławki do dnia dzisiejszego wisi na trasie.
Herby, broń, zbroja tatarska i buńczuk (znak wodza tatarskiego aż z trzema końskimi ogonami) oraz przedmioty codziennego użytku robią ogromne wrażenie i pozwalają przenieść się do tamtych czasów. Wszystko można dotknąć, wypróbować, a pani przewodnik bardzo chętnie odpowiada na każde zadane pytanie.
Dopełnieniem całej trasy jest pomieszczenie z małymi drobiazgami znalezionymi w rzeszowskich piwnicach. Ciekawostką wśród gwoździ, ołówków, mydła, zapalniczek, porcelany i bibelotów, na którą każdy zwrócił uwagę była pełna butelka wina węgierskiego z 1910r. To niesamowite, że nikt jej nie otworzył.
Przejście całej trasy zajęło nam niecałą godzinę, którą było warto poświęcić.
Agnieszka