Muzeum Przyrody w Drozdowie
  W małej wsi, odległej o 8km od Łomży znajduje się dwór Lutosławskich. Odremontowana posiadłość od lat 80-tych ubiegłego wieku stanowi Muzeum Przyrody, którego głównym zadaniem jest propagowanie piękna i wyjątkowości tego regionu (północno – wschodniej Polski, szczególnie Ziemi Łomżyńskiej), dodatkowo zaś ekspozycją działalności ziemiańskiej ze względu na rodzinę Lutosławskich (dawnych właścicieli ziemskich).
  Lokalizacja tego miejsca nie jest przypadkowa. Nazwa wsi pochodzi od drozdów – ptaków, które upodobały sobie pobliskie tereny parków narodowych: Biebrzańskiego i Nadnarwiańskiego oraz Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego Doliny Narwi. Ciekawe jest to, że wzdłuż linii Drozdowa przebiega fizjograficzna granica pomiędzy Europą Wschodnią a Zachodnią. Stykają się tu ze sobą regiony wyróżniające się przyrodniczo – Wysoczyzna Kolneńska, Kotlina Biebrzańska i Dolina Dolnej Narwi.
  My trafiliśmy do Muzeum po namowie właścicieli agroturystyki, którzy powiedzieli, że to miejsce warte jest odwiedzenia i że dziecku będzie się podobać. Trafić tam było trochę trudno. Jedyny znak prowadzący do tego miejsca znaleźliśmy (po lekkim zakręceniu się na drodze i pytaniu miejscowego) w gałęziach przy drodze. Brama też nie wskazywała, że miejsce jest otwarte dla turystów. Obeszliśmy dookoła budynek i nie spotkaliśmy żywego ducha. Pukaliśmy do drzwi, pociągaliśmy za wszystkie klamki i w końcu dostaliśmy się do środka. Panie w środku zdziwione naszym przybyciem wydały nam bilety i wpuściły na sale wystawowe.
  Pierwszym przystankiem była wystawa szaty roślinnej Kotliny Biebrzańskiej. Ekspozycja składała się z kilku części. Ogromny przekrój przez basen Doliny Biebrzy przedstawia konkretne strefy roślinne. Znaleźć tu można przykłady zarówno traw, jak i roślin wodnych. Diapozytywy oraz plansze z mapami przedstawiają natomiast kompleks torfowisk tak bardzo charakterystycznych dla obszaru dolinnego Biebrzy i Narwi. Zasięg torfowisk, skład procentowy cząstek roślinnych oraz wyjaśnienie czym charakteryzują się torfowiska niskie, to zagadnienia, które w łatwy i przystępny sposób pokazują zwiedzającym charakterystykę terenu. Dopełnieniem tej ekspozycji jest część dotycząca roślin borealnych. Zapoznać się tu można z informacją o występowaniu 24 gatunków charakterystycznych roślin, jak brzoza niska, czy skalnica torfowiskowa. Oczywiście nie zabrakło też zagadnienia ochrony przyrody w dolinach pobliskich rzek, głównie Biebrzy i Narwi.
  Kolejne miejsce przedstawia ptaki i ssaki. Największym naszym zainteresowaniem cieszył się mały ptaszek – batalion (symbol Biebrzańskiego Parku Narodowego). Ciekawostką dla nas było to, że w Polsce, nad Biebrzą te ptaki mają największą populację lęgową w całej Europie Środkowej i Zachodniej. Były tam również ptaki zamieszkujące torfowiska, lasy i łąki, takie które na stałe wpisują się w krajobraz oraz te, które pojawiają się tylko w czasie wiosennych i jesiennych przelotów. Ssaki natomiast podzielone są na dwie części – współcześnie żyjące i szczątki ssaków z minionych epok. Współczesne ilustrowane były okazami od tych najmniejszych, które prawie niewidoczne są gołym okiem wśród wysokich traw, po największe, głównie te chronione. Ze szczątków zobaczyć można było podziwiać kości mamuta i nosorożca włochatego, a także tura. „Biebrzańską” cześć wystawy zamyka ekspozycja symbolu Kotliny Biebrzańskiej – łosia. Mimo, że nie jest on symbolem żadnego z parków narodowych w okolicy, to spotykany jest nad wyraz często.
  Klatka schodowa prowadząca do innej części wystawy nie przypadła mi do gustu. Znajdowały się na niej liczne trofea myśliwskie, które nawiązują do dawnych tradycji myśliwskich ziemiaństwa.
  Obiekt muzeum ma jeszcze jedną swoją odsłonę artystyczno – historyczną z wystawą salonu dworskiego, w którym czasem organizowane są kameralne koncerty. Dawne meble, pamiątki, zdjęcia, malowidła oraz fortepian, to wszystko przybliża zwiedzającym czasy dawnych włodarzy ziemskich – państwa Lutosławskich.
  Na koniec wędrówki po muzeum trafiliśmy na dwie czasowe wystawy: motyli oraz akwarystyczną. Zebrane z różnych zakątków ziemi fruwające piękności robiły ogromne wrażenie w piwnicznych gablotach, a ścigające się małe okazy ryb powodowały uśmiech na twarzy dziecka.
Agnieszka